Co słychać

Jakże ja lubię te dziewczyny.

 

Piszę “dziewczyny”, bo tak je odbieram. Ale, po prawdzie, to seniorki- jak ja.
I to nie młode seniorki, ale takie powyżej ustawowego, w dodatku męskiego, wieku emerytalnego ( liczby tej jednak nie lubię, więc jej nie wymienię).

Dlaczego je lubię?
Bo się spóżniają, ciągle gadają i więdzą najlepiej…
Ale któraś przywiezie z wyjazdu wiedźmowy kamyk z dziurką, któraś kamyk lub muszelkę znad jakiegoś morza I nie da się złapać podczas kontroli.
Któraś przyniesie pyszne domowe ciasto, któraś haftowany obrus do podziwiania. Albo bluzkę lub buty na wymianę.
Do tej przyjechały wnuki, a tej się dopiero rodzą.
Jednej się zepsuł samochód, a inna nie umie skorzystać z biletomatu.
A niekiedy, o zgrozo, świętujemy bąbelkami różne okazje a także porażki lub sukcesy.
Bo, jak nam zagra muzyka, to pląsamy zgodnie, choć już nieco w zwolnionym tempie…
a nasza trenerka Ania zdaje się to rozumieć.

To dla nich przychodzę na zajęcia, do nich nieobecnych tęsknię. Czyli do dziewczyn- seniorek z zespołu tanecznego Gracje.